Blog > Komentarze do wpisu

Vivir a mi Vida

Wszystkie dotychczasowe wpisy, które opublikowałam na blogowej stolicy, obracały się wokół jednego tematu. Wokół życia wedle własnych
reguł, szukania odpowiednich form wyrazu dla siebie, nie tylko dla swojej
twórczości, ale dla siebie w ogóle, budowania tego, co kiedyś będziemy mogli
określić słowami – „to jest moje”, „właśnie tak sobie to wymarzyłem” i temu
podobnymi. Zaryzykuję stwierdzenie, że cały ten blog będzie oscylował wokół tej
tematyki.

Wiesz dlaczego? Bo mam nieodparte wrażenie, że ludzie
mają z tym problem. Czują ten sam rodzaj pustki, który ja czułam w liceum.
Niektórzy nawet albo tego nie czują, albo tak dobrze się z tym maskują. A ja
widzę, jak skrupulatnie realizują życiowy plan utkany im przez rodziców, żonę,
a często też przez to, co ja nazywam systemem (ale o tym napiszę kiedy
indziej). Śpią, śnią, ale nie żyją życiem prawdziwym. Balansują gdzieś na
krawędzi tych dwóch rzeczywistości, nie delektując się ani smakami pełni życia,
a nie przebywaniem w błogich objęciach Morfeusza.

Kiedy byłam w licem, przeczytałam książkę. Jedną z
najważniejszych książek w moim życiu. To w niej pojawiły się słowa, z którymi
Cię dzisiaj zostawię.

Nie
każdy, które­go oczy są zam­knięte, śni i nie każdy z ot­warty­mi
ocza­mi może widzieć. 

Py­tanie:
Czy jest życie przed śmier­cią? - wy­daje się ni­kogo
nie interesować. 

środa, 13 listopada 2013, ravaume

Polecane wpisy