RSS
czwartek, 08 października 2015

Czym jest ta cała loteria paragonowa?

Jest to propozycja MF mająca nagradzać nas, obywateli za branie paragonów.. wiadomo, że większości nie chce brać się tych śmieci ze sklepu, ale z drugiej strony to jest jedyny dowód sprzedaży umożliwiający reklamacje. A można wygrać ciekawe nagrody choć trochę mało jak na 40 mln kraj.. Ople Astra i Insygnia do tego iPady i laptopy apple.

Gdzie zarejestrować paragon fiskalny do loterii?

rejestracja paragonówRejestracji paragonu fiskalnego można dokonać na oficjalnej stronie wydanej przez Ministerstwo Finansów znajdującej się pod bezpiecznym https adresem: loteriaparagonowa.gov.pl. Nie używajcie innych stron do rejestracji. Po pierwszej rejestracji otrzymacie unikatowy kod potrzebny do zalogowania się na konto. Konto powstaje po zarejestrowaniu pierwszego fiskalnego paragonu. Tu warto dodać, że w loterii mogą brać udział tylko takie paragony. Nie liczą się faktury, potwierdzenia i rachunki. Jest to więc loteria dotycząca zmniejszenia szarej strefy vat w obrocie detalicznym.

 

Wszystko byłoby fajnie i atrakcyjnie i w ogóle.. gdyby nie fakt, że wpisywanie wszystkich numerków z paragonu na stronę jest strasznie nużącym zajęciem. Trzeba przepisać długaśny nr. nip podatnika, datę wystawienia, nr. transakcji sklepowej. Specjalny nr. identyfikacyjny kasy fiskalnej, kwotę brutto, do tego swój mail iinne dane.. Trochę roboty jest, czy się opłaca za te nagrody, każdy oceni sam.

 

 

czwartek, 07 sierpnia 2014

W nawiązaniu do ostatnich wpisów chciałabym zacytować fragment utworu Edwarda Stachury „Msza wędrującego”. Proszę, przeczytaj go. Nawet jeżeli nie przepadasz za poezją, nawet jeżeli uważasz, że poeci to „duże dzieci, które każą wierzyć nam, że miłość nie przemija, że miłość wiecznie trwa”, nawet jeżeli uważasz, że swoją przygodę z poezją, maści wszelakiej, zakończyłeś na egzaminie maturalnym i wtedy obiecałeś sobie, że już „nigdy więcej”, przeczytaj ten fragment, proszę. W tych kilku wersach zawarte jest to, czego opisanie zajęłoby mi co najmniej trzy strony maszynopisu, a i tak zapewne nie byłabym ująć tego tak dosadnie.

Żyć z celem?
Z jakim celem?!
Czy życie ma jakiś cel?
Życie oczywiście ma sens, będąc sensem samo w sobie, ale celu nie ma!
Po co nam to?!
Gdyby życie miało jakiś cel - dokąd by ten cel prowadził?
Gdzie kończą się wszystkie ściany?
Na rogu!
Dokąd prowadzą wszystkie cele?
Do grobu!
Oto docelowy cel wszystkich celów!

Życie oczywiście nie ma celu.
Życie oczywiście nie ma grobu.
Życie JEST!

Pisząc o sukcesie, wiedziałam, że wiele osób identyfikuje go z osiąganiem celów. Zawodowych, prywatnych etc. Zdawałam sobie również sprawę, że z czasem pojawia się pytanie o sens tego wszystkiego, o sens życia. To ważne pytanie, bo może nas zaprowadzić w miejsca, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy. Jednak układając sobie plany na przyszłość, analizując sukcesy i porażki z przeszłości, nie możemy zapominać o życiu. A prawdziwe życie toczy się tylko tu i tylko teraz. Niestety bardzo często o tym zapominamy, ja też nie jestem wyjątkiem. Pamiętaj, „życie JEST”, nie „było” i nie „będzie”.

Polecam Twojej uwadze całą „Mszę wędrującego”.  Tym, którzy lubią poezję śpiewaną, polecam wykonanie Anny Chodakowskiej. Przeczytajcie, przesłuchajcie, zastanówcie się nad treścią, uczcie się od poety. Wnioski mogą Was nieco zaskoczyć, ale przecież o to w tym chodzi. Żeby „podważyć niepodważalne” i znaleźć to prawdziwe, nieprawdaż?



Tagi: poeci wiersz
07:57, ravaume
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 maja 2014

Zostając jeszcze w tematyce szeroko rozumianej kultury hip-hopowej. Znasz Łonę? Najlepszy prawnik wśród raperów. Najlepszy raper wśród prawników. Wiem, wiem, ostatnio to media lansują nawet jakiegoś księdza-rapera. Jednak tematy religijne, kościelne to zdecydowanie nie są moje klimaty. Wracając do Łony, jego teksty dają do myślenia. Zmuszają do zastanowienia się nad sensem status quo. Czy to, co robimy, robimy dlatego, że tak chcemy, czy może dlatego, że tak robią wszyscy wokół?

Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i zanim uznasz tych co mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.

Miewasz od czasu do czasu wątpliwości? Czy może podążasz za tłumem? Wierzysz w to, co ci mówią. Przyjmujesz wszystko, jak to się mówi, na wiarę. Nie kwestionujesz, nie krytykujesz, nie próbujesz podważyć niepodważalnego, nie butujesz się wobec obecnego porządku świata. Jeśli tak, to Cię nie rozumiem, w pełni nie rozumiem.

Byłoby wielką hipokryzją, gdybym powiedziała, że zawsze idę w przeciwnym kierunku, niż tłum, bo wiesz, z prądem płyną same śmieci, czy jakoś tak. Tak, czasem idę w tym samym kierunku, w który podąża całe stado. Jest w tym jednak jedna ważna rzecz, o której mało kto mówi, świadomość. Robię to świadomie. Znam plusy i minusy takiego rozwiązania. Wiem, czym ryzykuję, co mogę stracić, co mogę zyskać. Przynajmniej, staram się szukać odpowiedzi na takie pytania. Staram się, nieustannie pytając „dlaczego to robisz?”, „po co?”, „robisz to dla siebie czy dla innych?”, „to Twoje decyzja, naprawdę?” i temu podobne zadając pytania.

A Ty, jesteś uprzejmy mieć wątpliwość?



wtorek, 21 stycznia 2014

Pamiętam swoją fascynacje Paktofoniką. Pamiętam ten szok
po samobójczej śmierci Magika. Pamiętam, jak mówiło się o ich utworach, że są
poezją z blokowisk. Po dziś dzień pamiętam kilka wersów.

Przyznam się bez bicia, że na dobrych parę lat, może
nawet kilkanaście lat, zapomniałam o tych rymach, zapomniałam o kulturze
hip-hopu i rapu. O tym świecie, w którym nikt nie owija w bawełnę, mówiąc
wprost, na czym polega problem. Problem w relacjach międzyludzkich albo
szerzej  - problemy z życiem w ogóle.

Pamiętam ten wielki dysonans pomiędzy tym, co oni
rapowali, a tym, co mówili mi rodzice. W pewnym momencie już nie
wiedziałam,  kto mówi prawdę. Przecież
rodzice, chcąc mojego dobra, nie mogli mnie okłamywać w imię wyższych wartości
(jakie to wartości?), prawda? Z drugiej strony, ci wszyscy raperzy naprawdę nie
mieli łatwego życia, tak łatwego jakie mi dane było wówczas wieść. Może oni też
zaginali tą rzeczywistość, ale w przeciwieństwie do moich rodziców, in minus?

To
świat w którym szczerość więdnie

Kłamstwo trzyma w szponach

Wokół czają się fałsz i zdrada

Prawda jest najcenniejsza

Używa się jej oszczędnie.

Kilka dni temu usłyszałam te słowa. Młody chłopak w
dresie, a jakżeby inaczej, raczył nas tym utworem w tramwaju. Przez całą drogę
z pracy do domu, non-stop słuchałam, mimowolnie, tego utworu. Zapędziłam do
pracy wujka Google. Raper, z którym spędziłam dobrych kilkanaście minut w
tramwaju, nazywa się Małpa. A więc, Małpa sprawił, że znowu zaczęłam zastanawiać
się nad tym, co jest prawda, a co kłamstwem. A Ty, jesteś w stanie określić tą
granicę? Czy może uważasz, że z prawdą jest jak z dupą, przepraszam za
wyrażenie, i każdy ma swoją?

piątek, 06 grudnia 2013

Nawiązując do tego sukcesu, o którym pisałam.. czy coś dobrego co nam się przydarzy w życiu, do czego dążyliśmy ale stało się bez naszego udziału też jest sukcesem? Np. wygrana w totka? Czy mogę usprawiedliwić podatek od marzeń tym, że w taki sposób dążę do celu?

 

Jakie życie mają Ci marzyciele, którzy wydają pieniądze na losy, a nie samodoskonalenie. ostatnio znalazłam fajną stronę z wynikami lotto. Ale czy warto znów mieć marzenia i pograć?

 

A tę stronę znajdziesz tutaj..

czwartek, 05 grudnia 2013

Czym
jest sukces? Jest decyzją jakiejś grupy osób, że coś jest dobre.

Zapewne od swoich pierwszy kroków postawionych na
szkolnym korytarzu słyszałeś, że nauka to do potęgi klucz. O tym, że jak
będziesz miał duży pąk kluczy, to zostaniesz woźnym, powiedzieli Ci dopiero
koledzy.

Jednym z elementów przygotowania Cię do matury, było
wbicie Ci do głowy, że dopiero studia uczynią Cię wartościowym na rynku pracy.
O tym, że nie matura, lecz chęć szczerze zrobi z Ciebie oficera, dowiedziałeś
się, słuchając piosenki Farben Lehre.

Uczęszczając na wykłady, nieustannie słyszałeś, jak
bardzo elitarny kierunek wybrałeś i jak ciekawe perspektywy zawodowe się przed
Tobą malują, gdy już będziesz miał papier w ręku. O tym, że hydraulik zarabia
więcej niż magister po studiach, dowiedziałeś się od kolegi z podstawówki,
nomen omen hydraulika niemogącego odpędzić się od zleceń.

W swojej pierwszej pracy dowiedziałeś się, że
cierpliwością i pracą ludzie się bogacą, że tych kilka(naście) nadgodzin
tygodniowo sprawi, że awansujesz. O tym, że istnieją inne drogi awansu
społecznego, dowiedziałeś się od przedsiębiorcy, który zarabia na swojej pasji.

Jak wiele jeszcze „mądrych” rad usłyszałeś?

Czym jest
dla Ciebie sukces?

Tagi: nauka sukces
12:02, ravaume
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 listopada 2013

Wszystkie dotychczasowe wpisy, które opublikowałam na blogowej stolicy, obracały się wokół jednego tematu. Wokół życia wedle własnych
reguł, szukania odpowiednich form wyrazu dla siebie, nie tylko dla swojej
twórczości, ale dla siebie w ogóle, budowania tego, co kiedyś będziemy mogli
określić słowami – „to jest moje”, „właśnie tak sobie to wymarzyłem” i temu
podobnymi. Zaryzykuję stwierdzenie, że cały ten blog będzie oscylował wokół tej
tematyki.

Wiesz dlaczego? Bo mam nieodparte wrażenie, że ludzie
mają z tym problem. Czują ten sam rodzaj pustki, który ja czułam w liceum.
Niektórzy nawet albo tego nie czują, albo tak dobrze się z tym maskują. A ja
widzę, jak skrupulatnie realizują życiowy plan utkany im przez rodziców, żonę,
a często też przez to, co ja nazywam systemem (ale o tym napiszę kiedy
indziej). Śpią, śnią, ale nie żyją życiem prawdziwym. Balansują gdzieś na
krawędzi tych dwóch rzeczywistości, nie delektując się ani smakami pełni życia,
a nie przebywaniem w błogich objęciach Morfeusza.

Kiedy byłam w licem, przeczytałam książkę. Jedną z
najważniejszych książek w moim życiu. To w niej pojawiły się słowa, z którymi
Cię dzisiaj zostawię.

Nie
każdy, które­go oczy są zam­knięte, śni i nie każdy z ot­warty­mi
ocza­mi może widzieć. 

Py­tanie:
Czy jest życie przed śmier­cią? - wy­daje się ni­kogo
nie interesować. 

wtorek, 05 listopada 2013

Stolicą polskiej blogosfery jest Gdańsk, a to za sprawą
organizowanego już od kilku lat, raz do roku, wielkiego spotkania blogerów i
ludzi z blogosferą związanych, w taki czy inny sposób. To spotkanie nosi
wdzięczną nazwę „Blog Forum Gdańsk”. Jeśli za kilka tygodni zobaczysz na swojej
tablicy na Facebooku hashtag #BFG – to wiedz, że co się dzieję. Z opinii stałych
bywalców tejże imprezy wynika, że naprawdę warto tam być. Cóż, dopiero swoją
przygodę z blogosferą zaczynam, toteż niegodna jestem, jeszcze, przestąpić
progów #BFG. Wszystko w swoim czasie, jak mawiali starożytni.

Tyle drogą wstępu. Ten wpis miał być, i będzie, o mojej
stolicy. Nie tyle o tym blogu, co o moim życiu. Na kanwie własnych przemyśleń,
które poczyniłam ostatnimi czasy, doszłam do wniosku, że w dzieciństwie nie
miałam takie swojej, i tylko swojej, stolicy, takiego własnego miejsca.
Spokojnie, wychowałam się w normalnym domu, miałam nawet własny pokój, dzielony
z siostrą, ale to teraz nie ma znaczenia. Dopiero w liceum zaczynał mi ten brak
dawać się we znaki. Czułam jakąś pustkę, której nie byłam w stanie wtedy opisać
słowami. Nie chodziło o brak nastoletnich miłość, oj nie, nie chodziło o brak
dachu nad głową, ale o brak pomysłów na życie. O brak pomysłów, co tak naprawdę
ma szanse w przyszłości stać się moje, stać się częścią mnie. Dopiero wtedy,
mały kroczkami, zaczęłam budować swoją stolicę. Dzięki temu dzisiaj jestem tym,
kim jestem. Osiągnęłam to, co osiągnęłam. Mam poczucie, że żyję własnym życiem,
że nie muszę żyć wedle reguł ustalanych przez innych.

wtorek, 29 października 2013

Przyznam, że od dobrych kilku miesięcy obserwuję polską
blogosferę, a właściwie poczynania kilku osób. Część z nich została już
zauważona przez tradycyjne media, niektórzy co rusz mają jakieś kampanie
reklamowe na blogu, ale są też tacy, którzy nie szukają splendoru.

I wiesz co? Ci ostatni piszą najlepsze teksty.
Przynajmniej takie mam wrażenie, mocno subiektywne, rzecz jasna. Zresztą, jak
można ocenić, czy dany tekst jest dobry? Że przecinki są w odpowiednim miejscu,
że ma, jak to szkolna rozprawka, wstęp, rozwinięcie i zakończenie? Przecież
dany teksty każda osoba odbiera inaczej. Jedni zachwycają się Dostojewskim,
inni widzą w nim wariata. Jedni czytają, jednak za drugą, pozycje
Chmielewskiej, dla innych ten typ literatury nie jest warty większej uwagi.

Jaki z tego wniosek? Trzeba po prostu robić swoje, a nie
pisać tak, żeby reklamodawcom było wygodnie. Ostatnio sporo myślałam o formie,
jaką powinien przybrać ten blog. Jak widzisz, z lapidarnym stylem jest mi nie
po drodze. Na razie wiem jedno, nie będę pisać pod publiczkę. Będę pisać dla
Was. To taka subtelna różnica.

poniedziałek, 21 października 2013

Wszyscy mają bloga, mam i ja! Parafrazując pewną reklamę
z końcówki lat dziewięćdziesiątych.

Od dłuższego już czas nosiłam się z decyzją o założeniu
własnego kąta, kącika w Internecie. Zastanawiałam się, o czym mogłabym pisać,
na jakiej platformie go założyć – blogger, blox, wordpress, onet itd. Wybrałam
ten drugi, chociaż nie jestem w stanie przytoczyć Ci zbyt wielu racjonalnych
powodów, którymi można wytłumaczyć moją decyzję. Jednak wciąż nie wybrałam
tematu przewodniego swojego bloga. Nie wiem, czy będzie on o modzie czy o
jedzeniu, a może moich doświadczeniach zawodowych. Na dzień dzisiejszy postanowiłam
nie zamykać się w sztywne ramy. Eksperymentować, bawić się formą – szukając tej
własnej, a nie gombrowiczowskiej. Cóż, mogę tylko w powiedzieć, że ten blog
będzie o życiu – o moim życiu, to moja blogowa
stolica
. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz mi w tym doświadczeniu
towarzyszyć. Wiem, że potrzebujemy trochę czasu, żeby się poznać, zrozumieć i,
mam nadzieję, polubić.

Zbliża się północ, nie przedłużając już więc, powiem
tylko – do usłyszenia za kilka dni!