RSS
środa, 13 listopada 2013

Wszystkie dotychczasowe wpisy, które opublikowałam na blogowej stolicy, obracały się wokół jednego tematu. Wokół życia wedle własnych
reguł, szukania odpowiednich form wyrazu dla siebie, nie tylko dla swojej
twórczości, ale dla siebie w ogóle, budowania tego, co kiedyś będziemy mogli
określić słowami – „to jest moje”, „właśnie tak sobie to wymarzyłem” i temu
podobnymi. Zaryzykuję stwierdzenie, że cały ten blog będzie oscylował wokół tej
tematyki.

Wiesz dlaczego? Bo mam nieodparte wrażenie, że ludzie
mają z tym problem. Czują ten sam rodzaj pustki, który ja czułam w liceum.
Niektórzy nawet albo tego nie czują, albo tak dobrze się z tym maskują. A ja
widzę, jak skrupulatnie realizują życiowy plan utkany im przez rodziców, żonę,
a często też przez to, co ja nazywam systemem (ale o tym napiszę kiedy
indziej). Śpią, śnią, ale nie żyją życiem prawdziwym. Balansują gdzieś na
krawędzi tych dwóch rzeczywistości, nie delektując się ani smakami pełni życia,
a nie przebywaniem w błogich objęciach Morfeusza.

Kiedy byłam w licem, przeczytałam książkę. Jedną z
najważniejszych książek w moim życiu. To w niej pojawiły się słowa, z którymi
Cię dzisiaj zostawię.

Nie
każdy, które­go oczy są zam­knięte, śni i nie każdy z ot­warty­mi
ocza­mi może widzieć. 

Py­tanie:
Czy jest życie przed śmier­cią? - wy­daje się ni­kogo
nie interesować. 

wtorek, 05 listopada 2013

Stolicą polskiej blogosfery jest Gdańsk, a to za sprawą
organizowanego już od kilku lat, raz do roku, wielkiego spotkania blogerów i
ludzi z blogosferą związanych, w taki czy inny sposób. To spotkanie nosi
wdzięczną nazwę „Blog Forum Gdańsk”. Jeśli za kilka tygodni zobaczysz na swojej
tablicy na Facebooku hashtag #BFG – to wiedz, że co się dzieję. Z opinii stałych
bywalców tejże imprezy wynika, że naprawdę warto tam być. Cóż, dopiero swoją
przygodę z blogosferą zaczynam, toteż niegodna jestem, jeszcze, przestąpić
progów #BFG. Wszystko w swoim czasie, jak mawiali starożytni.

Tyle drogą wstępu. Ten wpis miał być, i będzie, o mojej
stolicy. Nie tyle o tym blogu, co o moim życiu. Na kanwie własnych przemyśleń,
które poczyniłam ostatnimi czasy, doszłam do wniosku, że w dzieciństwie nie
miałam takie swojej, i tylko swojej, stolicy, takiego własnego miejsca.
Spokojnie, wychowałam się w normalnym domu, miałam nawet własny pokój, dzielony
z siostrą, ale to teraz nie ma znaczenia. Dopiero w liceum zaczynał mi ten brak
dawać się we znaki. Czułam jakąś pustkę, której nie byłam w stanie wtedy opisać
słowami. Nie chodziło o brak nastoletnich miłość, oj nie, nie chodziło o brak
dachu nad głową, ale o brak pomysłów na życie. O brak pomysłów, co tak naprawdę
ma szanse w przyszłości stać się moje, stać się częścią mnie. Dopiero wtedy,
mały kroczkami, zaczęłam budować swoją stolicę. Dzięki temu dzisiaj jestem tym,
kim jestem. Osiągnęłam to, co osiągnęłam. Mam poczucie, że żyję własnym życiem,
że nie muszę żyć wedle reguł ustalanych przez innych.